Muzealna Aplikacja Mobilna

Kazimierz Dolny, ul. Małachowskiego, fot. Stanisław Turski

W ramach projektu „Remont konserwatorski i modernizacja ekspozycji w wybranych zabytkowych obiektach Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym”, współfinansowanego przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020 przygotowujemy dla Państwa m.in aplikację mobilną. Będzie ona przybliżać i poszerzać wiedzę o zbiorach oddziałów muzealnych, znajdujących się w Kazimierzu Dolnym. Około 40-u wybranych przez naszych muzealiów stworzy cztery szlaki tematyczne.

Część merytoryczną tekstów, które wykorzystamy w aplikacji będziemy zamieszczać sukcesywnie na blogu. Prosimy Państwa o pomoc: recenzje, uwagi, poprawki. Można je zgłaszać mailowo: kuncewiczowka@mnkd.pl Chcemy, by Muzealna Aplikacja Mobilna była dla Państwa jak najlepiej przygotowana. A zatem… w drogę !

Szlak żydowski po Kazimierzu Dolnym

Żydzi mieszkali w Kazimierzu od początków istnienia miasteczka. Historycy uważają, że kazimierska gmina jest jedną z najstarszych na Lubelszczyźnie, obok Lublina, Chełma i Szczebrzeszyna. W czasach Kazimierza Wielkiego (1333-1370) istnienie zorganizowanej gminy żydowskiej w Kazimierzu Dolnym zdaje się potwierdzać legenda o związku króla z Żydówką, Esterą.

O miłości króla i Estery tak pisał kronikarz, Jan Długosz:

A król polski Kazimierz, chociaż gorąco kochał swoją (…) nałożnicę Rokiczanę, której uroda go oczarowała, kiedy jednak dowiedział się od jednego z pokojowców, że jest łysa i ma świerzb i wreszcie kiedy, nie ufając donosowi i zostawiając osąd własnym oczom, stwierdził to osobiście, natychmiast ją usunął i wziął sobie za nałożnicę kobietę żydowskiego pochodzenia Esterkę, z powodu niezwykłej urody. Miał z nią dwóch synów, Niemierzę i Pełkę. Również na prośby wspomnianej nałożnicy Estery dokumentem królewskim przyznał wszystkim Żydom mieszkającym w Królestwie Polskim nadzwyczajne przywileje i wolności.”

Oprócz Kazimierza Dolnego, prawo do postaci pięknej dziewczyny, która skradła serce władcy, uzurpują sobie m.in. Łobzów, Opoczno i Kraków. Kazimierz Dolny „broni” swej wersji nawet rymowaną bajką, autorstwa Bożeny Gałuszewskiej i Agnieszki Stachyry-Świderskiej:

http://www.zabytkikazimierzdolny.pl/historia/legendy/o-milosnym-serc-przymierzu-o-ester-i-o-kazimierzu.html

Władysław Skoczylas, Żydzi kazimierscy, 1928, drzeworyt ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

W Kazimierzu Dolnym opowieść o związku króla z Esterą ma ciekawe odniesienie historyczne. Wśród skarbów tutejszej synagogi był wyjątkowy parochet na rodały. Parochet to ciężka, bogato zdobiona tkanina, osłaniająca żydowskie święte księgi czyli zwoje Tory, przechowywane w aron ha kodesz (szafie ołtarzowej). Kazimierscy Żydzi uważali, że parochet wyhaftowała sama Estera. Różnili się jednak w opiniach, czy chodzi o wspominaną ukochaną króla Kazimierza Wielkiego, czy też samą królową żydowską, Esterę.

Kolejnym skarbem, wspominanym m.in. przez międzywojennych dziennikarzy warszawskich, którzy odwiedzali kazimierską synagogę, miała być księga z modlitwą, którą Żydzi odmawiali w intencji króla Kazimierza Wielkiego w każde żydowskie święto. Podobno – to znowu nawiązanie do postaci Estery – kazimierscy Żydzi, mówiący o sobie Żydzi Królewscy, cieszyli się specjalnymi względami Kazimierza Wielkiego. Tyle opowieści.

Lampa chanukowa , Polska I poł. XIX w., Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Fakty, to m.in. zaakceptowanie przez Kazimierza Wielkiego postanowień Statutu Kaliskiego, aktu prawnego porządkującego działalność wspólnot żydowskich w Polsce. Dokument regulował sprawy gospodarcze, na przykład handlowe czy bankowe. Tym przede wszystkim zajmowali się Żydzi. Kazimierskich Żydów, trudniących się eksportem drewna i zboża do Gdańska nazywano „kupcami gdańskimi”. Świadectwem prosperity Kazimierza Dolnego w tym okresie są spichlerze.

Stary spichlerz, fotografia ze zbiorów polona.pl

Istnienie pierwszych spichlerzy w miasteczku odnotowano w wieku XVI, jednak mogły one tu funkcjonować znacznie wcześniej. Pierwsze budynki były drewniane. W drugiej połowie XVII wieku mówi się o 60-u spichlerzach kazimierskich, przy czym blisko połowę stanowią już budynki murowane. Do czasów współczesnych przetrwało zaledwie 11 obiektów – w różnym stanie zachowania. Większość znajduje się przy ul. Puławskiej, nazywanej niegdyś Przedmieściem Gdańskim. Dwa z wymienionych obiektów: spichlerze Feuersteina i Ulanowskiego należą do Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym.

Spichlerz Mikołaja Przybyły (potem Ulanowskich), fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Choć spichlerze to budynki służebne – dziś powiedzielibyśmy – magazyny lub elewatory, to ich właściciele starali się, aby te obiekty miały dekoracyjne elewacje. Piękne są zwieńczenia spichlerzy z esownicami i sterczynami (pionowe elementy dekoracyjne np. zwieńczenie wieżyczki). Często, do ściany frontowej spichlerza jest dobudowania dwupiętrowa loggia (dobudówka do bryły głównej) z przyporami czyli filarami wzmacniającymi ściany oraz arkadami. Ściany zdobi boniowanie czyli dekoracyjne podkreślenie układu kamieni. W przypadku spichlerzy należących do Muzeum, służy do tego technika sgraffita – wydrapywania na elewacji wzoru w mokrym tynku.

Spichlerze są zwykle dwukomorowe, zbudowane na planie prostokąta, a ich węższa ściana jest zwrócona w kierunku Wisły. Symetryczny podział pomieszczeń spichlerza wymuszał niejako budowę dwóch odrębnych wejść, powtórzonych też na wyższych kondygnacjach. Z czasem zmieniono je na okna. Wąskie otwory znajdujące się w ścianach bocznych służyły do wentylacji budynku.

Spichlerz M.Przybyły (potem Ulanowskich), fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Transport zboża na piętro odbywał się przy pomocy wind bloczkowych. Podobno także zboże wysypywano bezpośrednio na statki za pomocą rynien, umocowanych w otworach elewacji frontowej.

W 1507 r. Żydzi kazimierscy opłacali, wspólnie z gminą lubelską, podatek koronacyjny. Wiadomo, że w 1531 r. w Kazimierzu opodatkowanych było ok. 310 mieszkańców, w tym blisko 50 Żydów. Żydzi w Kazimierzu, podobnie jak w niektórych innych miastach, mogli „przystępować do prawa miejskiego”, czyli zostawać pełnoprawnymi obywatelami. Wiązało się to jednak z wysoką opłatą, na którą stać było nielicznych członków społeczności.

Dzielnica żydowska w Kazimierzu zwana Na Tyłach, rozwijała się wokół odrębnego placu targowego (Małego Rynku), ulicy Lubelskiej, na południowy wschód od Rynku.

Stanisław Magierski, widok na dzielnicę żydowską w Kazimierzu Dolnym przed II wojną światową, fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

W tej części miasteczka znajdowała się świątynia żydowska. Nie wiadomo, w którym miejscu była wzniesiona pierwsza synagoga. Według wykazu bożnic i domów modlitwy na terenie powiatu puławskiego z 13.11.1922 roku, na który to dokument powołuje się Muzeum Historii Żydów Polin, synagoga w Kazimierzu Dolnym została założona w 1220 roku. Był to drewniany budynek, który w roku 1557 został zniszczony przez pożar. Nowa synagoga (murowana) została odbudowana przed rokiem 1622 i… znów zniszczona podczas wojny. Kolejny budynek postawiono dzięki przywilejowi Jana III Sobieskiego, a już niespełna sto lat później „nadszarpnęła” go kolejna wojna. Obecna synagoga to obiekt z II połowy XVIII wieku, zbudowany w stylu późnego baroku. Budynek wzniesiono z kazimierskiej opoki, z dachem krytym gontem. Najpierw znajdowała się w nim jedna duża sala modlitewna, a w XIX wieku dobudowano do niej babińce oraz sień.

Kazimierska synagoga, fot. ze zbiorów polona.pl

Bogacenie się Żydów budziło kontrowersje. W wieku XV zabroniono im mieszkać na Rynku oraz handlować owocami i rybami morskimi. Objął ich również zakaz produkcji piwa. Według niektórych historyków, w Kazimierzu Dolnym przepisy dotyczące zamieszkania nie były respektowane i bogatsi Żydzi budowali swoje domy w prestiżowych miejscach. W latach 70. XVI wieku część Żydów z Kazimierza, poszukując nowych miejsc osiedlenia, przeprowadziła się do miast zakładanych przez rodzinę Firlejów : Janowca i Lubartowa.

Bolesław Cybis, Portret Żyda, 1925, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym (fot. Piotr Jaworek)

Stosunki między Żydami i Polakami, zwłaszcza tymi biedniejszymi, były poprawne. Korzystano z usług żydowskich krawców, zdunów, drobnych handlarzy. Bardzo popularne było też sprzedawanie Żydom plonów z sadów na tzw. „pniu” przez gospodarzy z Powiśla. Żydzi mieszkali w sadach do zakończenia zbioru owoców doglądając zbiorów.

W książce o. Albina Sroki Sanktuarium Maryjne Franciszkanów Reformatów w Kazimierzu n. Wisłą jest wzmianka o pożarze klasztoru w 1827 r. (str. 129). Jedno zdanie z książki o tym zdarzeniu (str. 97): Kronika wymienia ponadto wielu mieszczan Polaków i „Żydów, którzy walnie przyczynili się do gaszenia pożaru i reparacji dachów.

Koegzystencja społeczności polskiej i żydowskiej w Kazimierzu Dolnym nie zawsze była usłana różami. W 1699 r. na Rynku spotkali się uczestnicy procesji Bożego Ciała oraz Żydzi witający rabina Judę, który przyjechał tego samego dnia do miasteczka. Sprawa tumultu wznieconego przez dwie grupy zakończyła się procesem w Trybunale Koronnym w Lublinie.

Złoty okres Kazimierza Dolnego przerwały wojny, jakie dotknęły Rzeczpospolitą. Największe spustoszenia dokonały się w miasteczku w czasie potopu szwedzkiego (1655-1659). Kazimierz Dolny został niemal doszczętnie spalony.

W pamięci Żydów pozostał krwawy pogrom dokonany przez bandę grasantów w czasie szwedzkiego najazdu, kiedy zasieczono pięćdziesięciu dwóch wyznawców Jahwe, w tym kobiety i dzieci. (…) Co roku w wielkiej synagodze przy ulicy Lubelskiej kantor śpiewał chorał, a starszy gminy odczytywał nazwiska zabitych. /Lech Pietrzak, Prawdy i nieprawdy czyli kazimierskie fakty i mity, 1991/

Sytuacja Żydów poprawiła się dopiero za sprawą dekretu króla Jana III Sobieskiego. Władca wystosował go na prośbę starościny kazimierskiej, marszałkowej wielkiej koronnej Barbary Lubomirskiej Umyśliliśmy niewiernym Żydom […] dać wolność i pozwolić […], aby tejże wolności, do której insi mieszczanie i obywatele miasta tamecznego zażywają, oni zażywać mogli i zażywali. Tak, iż wolno im będzie, handle i przekupieństwa wszelakie jakimkolwiek nazwane imieniem prowadzić, jak to soli, śledzie, ogółem i pojedynkiem przedawać, chleb tak żytni, jako i biały pszenny piec, piwa i miody robić, browary swoje budować albo u mieszczan najmować, zgoła wszystkich wolności miejskich i jakie nadto w okolicznych miastach koronnych mają Żydzi zażywać. A nadto pozwalamy też im w rynku tegoż miasta place i budynki kupować, stare poprawować i na pustych się fundować. [Dodawał, iż czyni to] chcąc […] miasto nasze Kazimierz Dolny […] wojnami przeszłemi tak nieprzyjaciela koronnego, jako i wewnętrznemi domowemi, tudzież ustawicznemi wojska Naszych przechodami i hibernami […] niszczone i e fundamentis prawie z budynkami wywrócone a riunis […] do dawnej przywrócić perfekcyi i budynkami nowemi porządnie osadzić.

Ponowne potwierdzenie praw i przywilejów kazimierskich Żydów odbyło się w 1717 roku. Już w roku 1723 kazimierski kahał (gmina żydowska) zapłacił 100 guldenów podatku pogłównego, a w latach 1732-1733 – 600 guldenów. W 1792 roku odnotowano kupców zakupujących produkta krajowe chrześcijan 4, Żydów 11. W tym samym również czasie na 31 najokazalszych spośród kazimierskich domów, 29 było w posiadaniu Żydów.

Stanisław Magierski, Kamienica Gdańska, fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Pamiątką z tego okresu jest Kamienica Gdańska. To budynek z końca XVIII wieku, zbudowany w stylu barokowym. Jego nazwa odnosi się do okresu, gdy Kazimierz nazywany był „małym Gdańskiem”. Kamienica należała niegdyś do bogatego żydowskiego rodu Bloombergów, zajmujących się m.in handlem drewnem.

W roku 1792 zabytki Kazimierza Dolnego uwiecznił królewski malarz Zygmunt Vogel. Uczynił to na prośbą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który bardzo cenił politykę prowadzoną przez Kazimierza Wielkiego. Władca odbył nawet swego rodzaju „pielgrzymkę” do miejscowości związanych z Kazimierzem Wielkim. Trasę tę powtórzył i zilustrował Vogel. To z tego okresu pochodzą rysunki widoków Kazimierza Dolnego, stanowiące do dziś cenny materiał historyczny. W tym okresie do Kazimierza przeprowadził się Szmuel Zbytkower, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, przedsiębiorca cieszący się specjalnymi królewskimi względami.

https://www.jhi.pl/psj/Sonnenberg_(poczatkowo_Jakubowicz)_Jozef_(Josef)_Samuel_(Szmul)

W wieku XVIII handel zbożem zmonopolizowała polska magnateria, a Kazimierz Dolny nie odzyskał swojej dawnej pozycji. Niegdysiejsi kupcy gdańscy zostali sprowadzeni do roli przewoźników towarów, spławianych teraz chętniej z Puław. Także Wisła w okolicach Kazimierza zmieniła swoje koryto, odsuwając się znacznie od spichlerzy. Na ostateczny upadek miasteczka miały wpływ również rozbiory Polski oraz powstania: listopadowe i styczniowe. W obydwu uczestniczyli kazimierscy Żydzi. Gmina żydowska dostarczała powstańcom ubrania, jedzenie i lekarstwa.

http://wkazimierzudolnym.pl/o-pewnej-nocy-roku-1863.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Kazimierzem_Dolnym

Po powstaniu listopadowym, w wyniku konfiskaty majątku Czartoryskich, Kazimierz Dolny stał się miastem Skarbu Państwa. Po upadku powstania styczniowego utracił prawa miejskie. Miasteczko nękały wojny i pożary. Jeden z nich, w 1866 roku, zniszczył całkowicie północno-zachodnią pierzeję Rynku z ratuszem. Pod koniec XIX wieku miasteczko popadło w ruinę. Do nielicznych, ocalałych ze zniszczeń kamienic dobudowano drewniane domy.

Benedykt Edward Dorys, Rynek w Kazimierzu Dolnym, lata 30.XX w fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Kazimierz Dolny w XIX wieku jest przede wszystkim miasteczkiem kupców i rzemieślników. Wielu z nich zajmowało się wytwarzaniem żydowskich przedmiotów kultu religijnego. W Kazimierzu produkowano m.in. tałesy (szale modlitewne) oraz cicit (frędzle).

W miasteczku nadal stały spichlerze. Za sprawą właścicieli: rodzin Minców i Feuersteinów, z magazynów zboża zaczęto je przekształcać w garbarnie. Tak stało się w latach 30. XIX wieku ze spichlerzem przy ul. Puławskiej 40, należącym do Mejera Wulfa Feuersteina.

Juliusz Kłos, Spichlerz w Kazimierzu Dolnym, fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Do takiego Kazimierza w połowie XIX wieku trafił Wojciech Gerson, malarz i historyk sztuki. Docierając na Rynek kazimierski pisał o nim następująco: Żydów co niemiara po czworobocznym uwija się rynku, a więcej jeszcze z założonymi rękoma tam i sam się włóczy -próżniacza też to gawiedź z handlu i drobnego rzemiosła żyjąca. Gerson pisał również o tym, że dzięki kazimierskim Żydom, na stołach Warszawy goszczą owoce z kazimierskich sadów, które Żydzi dzierżawią „na pniu”, a po zbiorach transportują owoce do stolicy i oferują kupującym pod nazwą „krakowskich”.

Wojciech Gerson, Rynek w Kazimierzu Dolnym

Gerson skarżył się też na brak porządnego hotelu oraz aprowizacji. Podczas pobytu w Kazimierzu Dolnym zanotował: trzeba tu żyć gruszkami, żydowskimi bułkami pogryzając i popijając żydowską herbatę (…) Powróciłem do nędznej żydowskiej gospody, pod pułap mosiężnym pająkiem ozdobiony (…), a w stancyjce stół, krzesło i łóżko, a na niem trochę grochowin z siana, najzdrowsza widać mieszanina, bo niedługo marząc o Kazimierzu Wielkim i Esterce… usnąłem mocno i raz tylko obudziłem się od krzyku zagorzałych talmudystów (Wojciech Gerson. Wspomnienie z wycieczki wodno-piechotnej do Kazimierza Dolnego, katalog Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym).

30 lat później podróż do Kazimierza Dolnego odbył inny znany rysownik, Michał Elwiro Andriolli.

M. E. Andriolli, Spichlerze braci Przybyłów, 1880, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Miasteczko powoli zmieniało się i zamiast zboża zaczyna sprzedawać czyste powietrze. To w znacznej mierze zasługa Nałęczowa, który m.in. dzięki B.Prusowi zyskuje miano najlepszego sanatorium. Kuracjusze i letnicy zaglądali również do Kazimierza Dolnego. Na pierwszych turystach zaczynają również zarabiać Żydzi. W Gazecie lubelskiej z roku 1883 można było m.in. wyczytać, że w zajeździe u żyda można pokrzepić się gęsiną i zaprawnym miodkiem. (pisownia oryginalna)

Andriolli zatrzymał się w kazimierskim zajeździe „Lipy” prowadzonym przez żydowską rodzinę Rabinowiczów. Odnotował, że pokój prezentował się bez zarzutu, a właściciele świetnie mówili po polsku. Wśród innych turystycznych usług, jakie oferowali turystom kazimierscy Żydzi było oprowadzanie po miasteczku oraz transport: najpierw dorożką, a potem autobusem, kursującym na trasie Puławy-Kazimierz Dolny.

Karol Siciński, Dawna zabudowa Kazimierza Dolnego, I poł. XX w., Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Czas I wojny światowej przyniósł kolejne straty w miasteczku. W roku 1914 wycofujące się wojska carskie podpaliły Kazimierz Dolny. Zniszczeniu uległy zarówno zabytki (np. Kamienica Celejowska), jak i domy mieszkalne, ulokowane w pobliżu Rynku i ul. Senatorskiej. Mimo tragicznej sytuacji Kazimierz Dolny stał się miejscem ucieczki wielu Żydów z całej Polski. Ich losy poprawiły się dopiero po roku 1916. Na tyle, że zorganizowano wybory do rady gminy, została założona w Kazimierzu biblioteka publiczna oraz oddział towarzystwa sportowego „Makabi”. Ten rok przyniósł również tragiczne wydarzenie: w czasie przeprawy przez Wisłę , w drodze do pracy utonęło 20 Żydów. Znacznie gorzej było pod koniec wojny, kiedy maruderzy okradali mieszkańców i łupili żydowskie sklepy. W kazimierskiej synagodze sprofanowano kilka zwojów Tory.

Tass, Polska II poł. XVIII w., Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym (fot. Piotr Jaworek)

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości sytuacja mieszkańców Kazimierza Dolnego – także ludności żydowskiej – uległa poprawie za sprawą… artystów. Coraz liczniej zaczęli przyjeżdżać do miasteczka w poszukiwaniu plenerów. Do Kazimierza przyciągały ich zabytki kazimierskie, historia, malownicze położenie, ale także egzotyka, którą prezentował żydowski świat. Zainteresowanie można było przełożyć na konkretny zarobek.

W tym czasie większość Żydów zajmowała się handlem i rzemiosłem. Wielu (na przykład Lewensztajnowie czy Wiszniowie) zakładało pensjonaty i hotele. Jeszcze inni zajmowali się przewozami turystów: drogą lądową z Puław oraz przeprawami rzecznymi przez Wisłę. Wśród Żydów byli rajcy miejscy (Szymon Wisznia), aptekarze (Lichtson) i nauczyciele (Sonia Wisznia).

W opinii Antoniego Michalaka, malarza i uczestnika pierwszego pleneru prof. Tadeusza Pruszkowskiego, Polacy i Żydzi tworzyli w Kazimierzu zgodną społeczność, a wszystkie podziały miały raczej charakter klasowy, a nie rasowy. Inteligencja żydowska była skupiona wokół willi „Regina” rodziny Lewensztajnów. Stanisław Lewensztajn, jeden z najzamożniejszych mieszkańców Kazimierza Dolnego uczestniczył w delegacji witającej Prezydenta RP, Stanisława Wojciechowskiego. Jego starszy syn, Bronisław był skrzypkiem i profesorem konserwatorium. Kiedy Lewensztajn zmarł, na znak żałoby w Kazimierzu zamknięto wszystkie sklepy.

http://www.wkazimierzudolnym.pl/rodzina-lewensteinow.html

Drugą znaną w tym czasie rodziną kazimierskich Żydów byli Fauersteinowie (Fajersztajnowie). Jedna z jego córek była matką Hilarego Minca, znanego działacza politycznego.

https://www.forbes.pl/gospodarka/hilary-minc-sylwetka-tworcy-polskiego-socjalizmu/sp4enrc

Kolejną, ważną dla Kazimierza postacią był Stanisław Lichtson, właściciel apteki i niezrównany mistrz szachowy.

http://wkazimierzudolnym.pl/lichtsonowie-z-apteki.html

W kazimierskiej radzie zasiadał Szymon Wisznia, właściciel pensjonatu „Świtezianka”. To na jego wniosek, w roku 1938 pisarka, Maria Kuncewiczowa i prof. Tadeusz Pruszkowski z Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych otrzymali honorowe obywatelstwo Kazimierza Dolnego.

Historia rodziny Wiszniów jest związana także z wsią Mirocice w województwie świętokrzyskim. O wydarzeniach z czasów II wojny światowej opowiada ten reportaż:

http://kielce.wyborcza.pl/kielce/51,115198,20398850.html?i=2&disableRedirects=true

W drugiej połowie lat 20. XX wieku w Kazimierzu Dolnym pojawia się w handlu konkurencja ze strony Polaków. Formą obrony było utworzenie przez przedsiębiorców żydowskich „Kasy Dobroczynności” udzielającej pożyczek, a roku 1928 w Kazimierzu powstał Bank Spółdzielczy.

Oprawa do megilli, Polska, 1920, depozyt Muzeum Narodowego w Warszawie (fot. Piotr Jaworek)

Umacniały też swą działalność partie polityczne – socjalistyczny Bund, syjonistyczna Poalej Syjon oraz Mizrachi. Kazimierscy syjoniści stworzyli szczególnie silną organizację, a dzięki ich inicjatywie w 1927 roku powstała w Kazimierzu szkoła hebrajska. W wyborach na kongresy syjonistyczne brało udział około 150 osób należących do społeczności „wykupujących szekle” (płacących składkę na cele syjonistyczne).

https://www.jhi.pl/psj/syjonizm_na_ziemiach_polskich

Okres międzywojenny to również czas rozwoju szkół żydowskich w Kazimierzu Dolnym. Działały tu chedery, szkoła Talmud Tora, wspominana szkoła hebrajska, ale także szkoła dla dziewcząt, Bejt Jaakow. Wielu kazimierskich Żydów było zwolennikami haskali (ruch optujący m in. za asymilacją z grupami nieżydowskimi). Dlatego, oprócz chederów, zakładano szkoły świeckie. Powstała szkoła powszechna, tzw. szabasówka, a w roku 1924 otwarto żydowską bibliotekę publiczną.

https://www.jhi.pl/psj/haskala

Dzięki zdjęciom, ale i filmom dokumentalnym możemy zajrzeć do Kazimierza Dolnego z okresu międzywojennego:

Okres dwudziestolecia międzywojennego to także czas propagandy antysemickiej, Za prowokacje byli odpowiedzialni działacze partii endeckich. W lipcu 1937 roku w jednej z kazimierskich wsi, bojówkarze zaatakowali żydowskich handlarzy z Kazimierza. Interweniowała policja. Potem doszło również do aktów wandalizmu w synagodze i kilku żydowskich domach.

Mimo to, Kazimierz Dolny był popularny dla żydowskich elit, przede wszystkim dla wyznawców chasydyzmu (Kazimierz od końca XVIII w. jest uważany za jeden z najważniejszych jego ośrodków). Działał tu m.in. rabin Jecheskiel Taub, uczeń Jakuba Horowitza, Widzącego z Lublina. Rabin Taub był słynnym duchownym. Wierzono, że jego modlitwy zapobiegały powodziom, które nawiedzały miasteczko. Taub był uzdolniony muzycznie. Mawiał: Nie mogę odczuwać radości szabasu bez nowej melodii. Do dziś chasydzi wykonują utwory skomponowane na kazimierskim dworze cadyka. Potomkowie Ezechiela działali we wspólnotach chasydzkich w Jabłonowie, Zwoleniu, Nowym Dworze Mazowieckim, Mławie, Warszawie, Wołominie, Dęblinie i Palestynie. W Kazimierzu mieszkali: Mordechaj Twerski, syn „Magida z Kozienic”, Mosze Rottenberg, także uczeń Widzącego z Lublina oraz Chaim Jehuda Halewi i Elijahu Lerman. Nieistniejący już drewniany dwór cadyka znajdował się pomiędzy Kamienicami Przybyłów a Grodarzem, na działce na południowy wschód od Rynku.

http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/widzacy-z-lublina-jaakow-icchak-ha-lewi-horowic-szternfeld/

Kazimierz skupia środowisko żydowskiej inteligencji. Licznie odwiedzają miasteczko prozaicy, poeci, malarze, aktorzy i muzycy żydowskiego pochodzenia. O jednych – jak chociażby Andrzeju Właście i napisanej w miasteczku piosence o Rebece, która nieszczęśliwie zakochała się w pięknym chłopcu – krążą opowieści.

Twórczość innych artystów (Miasteczko Szaloma Asza) przypisują sobie Kutno i Kazimierz Dolny. Proza Adolfa Rudnickiego (wł. Aron Hirschhorn) do dziś wywołuje dyskusje wśród krytyków. Klimat panujący w Kazimierzu urzekał również filmowców. Dwa zrealizowane tu przed wojną obrazy można oglądać do dziś. W 1937 r. Michał Waszyński przeniósł na ekran kina powieść Szymona An-skiego pod tytułem Dybuk. Fabuła nawiązuje do opowieści chasydzkich. Przed obliczem cadyka dwóch przyjaciół ślubuje, że w przyszłości ich dzieci pobiorą się, aby jeszcze bardziej scementować przyjaźń. Niestety, jeden z przyjaciół umiera, a jego żona i nowo narodzony syn żyją w biedzie. Tymczasem drugi z przyjaciół bogaci się, zaś jego córka uchodzi za najlepszą partię w miasteczku. Nie zamierza więc spełnić danego przyrzeczenia. Losy chłopaka i dziewczyny skrzyżują się i para zakochuje się w sobie. Nie będzie to jednak historia ze szczęśliwym zakończeniem. Tytułowy „dybuk” to dusza tragicznie zmarłej osoby, która nie zakończyła swego dzieła na ziemi i – wcielając się w żyjącego człowieka – musi zrealizować swój cel. Kto stanie się dybukiem i kogo opęta? – odpowiedź na tę zagadkę tutaj:

Kolejnym filmem wykorzystującym kazimierską scenerię, a nawet… klimat targowiska jest musical Józefa Greena Judeł gra na skrzypcach. W głównej roli wystąpiła amerykańska gwiazda kina, Molly Picon. To historia ubogich muzyków: ojca i córki, którzy postanawiają opuścić małe miasteczko i poszukać szczęścia w stolicy. Czy los się do nich uśmiechnie?

Spośród licznej grupy malarzy pochodzenia żydowskiego wspomnijmy o dwóch artystach wywodzących się z Kazimierza Dolnego. To Szmul Wodnicki oraz Chaim Goldberg.

Szmul (Samuel) Wodnicki (Kazimierz Dolny, 1901 – Izrael, 1971) był szewcem i malarzem-samoukiem. Wykształcenie pomógł mu zdobyć Wiktor Ziółkowski, którego oczarował samorodny talent trzydziestoletniego szewca. Wodnicki uwieczniał codzienność miasteczka, utrwalił kazimierskie pejzaże i mieszkańców. W okresie 20. lecia międzywojennego Wodnicki brał udział w wystawach w Kazimierzu Dolnym, Lublinie i Krakowie. W 1934 wyemigrował do Palestyny, gdzie zajął się działalnością budowlaną, jednak do końca życia malował i wystawiał swe prace.

Szmul Wodnicki, Pejzaż z łódkami, 1938, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Artystą, który także pochodził z Kazimierza był Chaim Goldberg (Kazimierz Dolny, 1917 – Floryda, 2004). Wychował się w rodzinie ubogich Żydów przy ul. Błotnej (dziś Witkiewicza). Atmosfera kolonii artystycznej sprawiła, że Goldberg interesował się sztuką od dziecka. W rozwoju talentu pomógł Saul Silberstein, uczeń Zygmunta Freuda. Zaopiekował się chłopcem, zapewniając mu dalszą edukację. Okres II wojny światowej przetrwał w Nowosybirsku. Po zakończeniu okupacji wrócił do Polski, a w 1967 roku, wraz z rodziną, wyjechał do USA. Z Kazimierza Dolnego artysta uczynił swoiste uniwersum, w którym wypełniał się los żydowski. Jego prace są wyobrażeniem Miasteczka i jego mieszkańców; ludzi i ich codzienności.

Chaim Goldberg, Kamienica Biała, 1937, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Przy okazji, niezwykle interesująca jest światowa dyskusja na temat interpretacji słowa „sztetł” wśród samych Żydów. Jedni uważają to określenie za pozytywne, szukając konotacji z ostoją żydowskiej tradycji, kultury i języka. Dla innych to synonim zacofania i biedy. Spory przerwał wybuch II wojny światowej.

Żołnierze Wermahtu na kazimierskim rynku fot. ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

8 września 1939 roku Kazimierz Dolny został zbombardowany przez niemieckie lotnictwo, a 19 września Niemcy wkroczyli do miasteczka. Rozpoczęło się prześladowanie żydowskiej ludności. Najpierw były to łapanki do przymusowych robót. Potem – obowiązek kontrybucji dla okupantów. Zgodnie z poleceniem Niemców Judenrat (rada żydowska) sporządził listę Żydów, w wieku od 18 do 40 lat, mieszkających w Kazimierzu Dolnym. Mimo to sytuacja żydowskich mieszkańców w pierwszych miesiącach wojny nie przedstawiała się tragicznie. Niemcy pozwalali im handlować i podróżować do innych miast. Pod koniec 1939 roku otwarto ponownie żydowską szkołę. Funkcjonowała synagoga.

Wiosną 1940 roku wydano obwieszczenie o utworzeniu getta w Kazimierzu Dolnym. Znajdowało się ono w obrębie Małego Rynku i ul. Lubelskiej. Zgromadzono tu około dwóch tysięcy Żydów: głównie z Puław i sąsiednich miejscowości. Niemcy stworzyli tu również obóz pracy przymusowej. Robotnicy pracowali w kamieniołomach, wykonywali także prace budowlane. Warunki getcie były bardzo ciężkie. Brakowało ubrań, żywności i lekarstw. Szerzył się tyfus.

Ostateczna likwidacja getta kazimierskiego rozpoczęła się w połowie marca 1942 roku, w ramach akcji „Renhardt”.

Alfred Brandt, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wysiedlenia Żydów z Kazimierza Dolnego wiązały się również z planami Alfreda Brandta, starosty powiatu puławskiego o utworzeniu w Kazimierzu Dolnym uzdrowiska dla żołnierzy niemieckich. Ówczesny burmistrz miasteczka, Tadeusz Ulanowski usiłował wpłynąć na zmianę tej decyzji, jednak za cenę funta złota wywózkę Żydów odroczono jedynie o tydzień. Łapówkę miał przyjąć ówczesny zastępca starosty, Horst Gode.

Członkowie Judenratu z Kazimierza i Lublina próbowali negocjować również z Richardem Turkiem, naczelnikiem lubelskiego Wydziału Ludności i Opieki Społecznej. Potwierdził on jedynie decyzję o deportacji oraz tym, że zgodnie z planami Ernsta Zornera, gubernatora dystryktu lubelskiego, w Kazimierzu ma powstać uzdrowisko a likwidacja getta to tylko kwestia czasu. W przededniu rozpoczęcia likwidacji getta w Kazimierzu Dolnym Judenrat zwołał zebranie wszystkich rodzin. Po spotkaniu wielu Żydów uciekło z Kazimierza Dolnego. Wywózkę Żydów rozpoczęto 25 maja 1942 roku. Część przewieziono furmankami do Opola Lubelskiego. Większość Żydów musiała pokonać tę trasę pieszo. Następnie, ze stacji w Nałęczowie Żydzi byli przewożeni do obozów zagłady w Bełżcu i Sobiborze. Nieliczni, pozostali w Kazimierzu Dolnym Żydzi bezskuteczni próbowali dowiedzieć się, jaki los spotkał ich bliskich.

Wiosną 1942 roku do kazimierskiego getta trafili Żydzi z Czech i Słowacji. Zostali zamordowali w październiku 1942 roku. Ostatni żydowscy mieszkańcy Kazimierza Dolnego zostali zgładzeni przez Niemców na początku 1943 r.

Szacuje się, że od marca 1942 roku do marca 1943 roku Niemcy zamordowali około trzech tysięcy Żydów z Kazimierza Dolnego i okolic. Wśród ocalałych z Zagłady znalazło się blisko dwudziestu kazimierskich Żydów. Paul Schneiderman został deportowany ze Zwolenia do obozu pracy w Skarżysku-Kamiennej. Mosze Kershenbaum uciekł podczas obławy w Janowcu i ukrył się u rodziny Andzelm. Rodziny Buchbinderów i Szlingienbaumów ukrywały się nieopodal Kazimierza Dolnego, u Wiktora Góreckiego. Bolesław Cytryn (Zieliński), ocalały z październikowej likwidacji getta w Końskowoli, znalazł schronienie w Warszawie. Uratowały się Sonia Wisznia i jej córki. Przeżyła również rodzina miejscowego aptekarza– Stanisława Lichtsona, która w czasie okupacji przebywała w Rosji.

Żydowskie zabytki w Kazimierzu Dolnym

Synagoga

Synagoga w Kazimierzu Dolnym, I poł. XX w., fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu DOlnym

Aleksander Ludwik Jankowski, przedwojenny krajoznawca po wizycie w Kazimierzu Dolnym, w swojej książce Wycieczki po kraju tak opisywał synagogę: Konie, jelenie, zamki, kwiaty, gęsi, wagi, gołębie i cała przebogata symbolistyka unosi się w górze nad rozmodlonym tłumem. (…) Wzniesienie z drewnianą balustradą, mosiężne wieloramienne świeczniki, jedwabna haftowana zasłona, olbrzymie księgi na pulpitach i kilka przepysznych siwobrodych typów. (…) To wschód gorący i fanatyczny. Wschód w swych długich powłóczystych szatach ze srebrnemi nad czołem ozdobami. Te tęskne, namiętne śpiewy pełne prostoty i smutku, te westchnienia za straconą ziemią, za górą Sionu i grobem Dawida, za wodami Jordanu, i cedrami Libanu. Polichromie kazimierskiej synagogi, które nie zachowały się do dzisiejszych czasów, widział historyk sztuki, Wacław Husarski . Twierdził, że były „naiwne, ale nie pozbawione wdzięku”.

Polichromie z kazimierskiej synagogi, fot. archiwum Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Synagoga w Kazimierzu została zamknięta przez Niemców pod koniec 1939 roku. Jej wnętrze służyło jako stajnia wojskowa. Budynek przetrwał okres II wojny światowej. Zniszczyły ją działania związane z wycofywaniem się wojsk niemieckich i wkroczeniem do Kazimierza Dolnego Armii Czerwonej. Budynek dawnej synagogi – podobnie jak inny ciekawy obiekt dawnej dzielnicy żydowskiej czyli jatki – został później odbudowany dzięki architektowi, Karolowi Sicińskiemu. W roku 1953 otwarto tu kino „Wisła”. Architektowi udało się odtworzyć dawny układ pomieszczeń bożnicy, z wyjątkiem przedsionka i babińca. Kino w synagodze działało do roku 2003. Obecnie, budynkiem opiekuje się warszawska Gmina Żydowska. Wnętrza są udostępniane zwiedzającym. Otwarto tu również wystawę fotografii dawnego Kazimierza Dolnego. Na południowej ścianie budynku została wmurowana tablica ku czci trzech tysięcy polskich obywateli żydowskiej narodowości, dawnych mieszkańców Kazimierza Dolnego, zamordowanych przez okupanta hitlerowskiego w czasie II wojny światowej.

Tablica na ścianie kazimierskiej synagogi

Mykwa

Budynek dawnej mykwy w Kazimierzu Dolnym

To budynek znajdujący się przy ulicy Witkiewicza. Obecnie wchodzi w skład Zespołu Szkół im. Jana Koszczyca Witkiewicza w Kazimierzu Dolnym.

Według tradycji żydowskiej jest to miejsce rytualnej kąpieli. Woda w zbiorniku powinna pochodzić z naturalnego źródła (np. może to być deszczówka), a kąpiąca się osoba powinna zanurzyć w wodzie całe ciało. Zwyczaj obmywania się w mykwie wynikał z nakazów religijnych np. przed świętem Jom Kippur (czystość duchowa) oraz był wynikiem dążenia do czystości fizycznej. Chasydzi odbywają podobną kąpiel codziennie, przed modlitwą.

http://www.fzp.net.pl/halacha-praktyczna/mykwa

Jatki


Kazimierskie jatki

To drewniany budynek na Małym Rynku (niegdyś w pobliżu Placu Targowego dzielnicy żydowskiej) z XIX wieku.

Ściany z bali układanych na tzw. jaskółczy ogon, dach kryty gontem. Według źródeł historycznych jatki, w których dokonywano rytualnego uboju zwierząt i handlowano pozyskanym w ten sposób mięsem, istniały w tym miejscu już w XVIII wieku. Z przekazów ustnych wiadomo, że zakupów dokonywali tu zarówno Żydzi jak i Polacy, mieszkający w Kazimierzu Dolnym. Budynek jatek został zniszczony w czasie II wojny światowej. Rewaloryzacji obiektu, będącego świadectwem obecności Żydów w Kazimierzu Dolnym, podjął się Karol Siciński. Jatki odnowiono pod koniec lat 50. XX wieku, przy czym obiekt zmienił charakter i stał się m.in punktem skupu ziół i miejscem sklepów.

Cmentarz

Tablica pamiątkowa na ul. Szkolnej w Kazimierzu Dolnym

Pierwszy cmentarz żydowski znajdował się u stóp góry Sitarz, u zbiegu ul.Lubelskiej. Obecnie, ten teren należy do kazimierskiej szkoły, a o jego historii przypomina pamiątkowa tablica.

Według wspomnień burmistrza Kazimierza Dolnego, Tadeusza Ulanowskiego, usytuowane na nim macewy były bardzo kunsztownie zdobione, choć sam układ grobów sprawiał wrażenie pewnej chaotyczności. Najokazalej prezentował się grobowiec cadyka Ezechiela Tauba. Cmentarz zniszczyli Niemcy w czasie II wojny światowej. Na rozkaz okupantów, Żydzi, zmuszeni do prac na cmentarzu, wyrwali macewy i utwardzali nimi drogę do niemieckich koszar, znajdujących się w klasztorze Ojców Franciszkanów. Kilkadziesiąt starych macew udało się ocalić dzięki Antoniemu Michalakowi, który miał zasugerować robotnikom brukującym macewami chodniki, aby układali je napisami do dołu.W roku 1984 z odzyskanym macew utworzono pomnik – lapidarium, zaprojektowany przez Tadeusza Augustynka i nawiązujący formą do Ściany Płaczu. Uroczyste odsłonięcie pomnika odbyło się na „nowym” cmentarzu żydowskim, na Czerniawach. Inicjatorami wydarzenia byli przedstawiciele: Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Kazimierzu, Muzeum Nadwiślańskiego oraz Urzędu Konserwatora Zabytków.

Pomnik na nowym żydowskim cmentarzu na Czerniawach

„Nowy” cmentarz znajduje się na zboczu wąwozu na Czerniawach. Usytuowano go poza obrębem miasta w związku z zarządzeniem Komisji Policji Obojga Narodów z roku 1792 o zamykaniu z powodów higienicznych nekropolii zlokalizowanych na terenach zabudowanych. Nowy cmentarz w Kazimierzu Dolnym otwarto w roku 1851, a działkę na ten cel przekazał ponoć Motek Herzberg. W czasie II wojny światowej ten cmentarz zdewastowali Niemcy, a na jego terenie dokonywano egzekucji. Zabijano tu zarówno Żydów, jaki i Polaków. Po zakończeniu wojny teren cmentarza został ogrodzony. W latach 70. XX wieku ówczesne władze próbowały sprzedać teren pod zabudowę, ale nie znaleziono chętnych. Obecnie, na cmentarzu znajduje się lapidarium z około 600 macew, z obydwu kazimierskich cmentarzy żydowskich. Dodatkowo, na terenie cmentarza zostało ustawionych ponad 20 macew. Zachowane macewy są bardzo pięknie dekorowane. Na płytach nagrobnych kobiet przeważają świeczniki, świece oraz dłonie. Na męskich- pojawiają się lwy i księgi. A więcej o symbolice macew na stronie:

https://www.jhi.pl/psj/symbolika_nagrobkow_(macew)

Cmentarze, nawet już nieistniejące, to żydowskie miejsca pamięci. Oprócz modlitw, Żydzi odwiedzający cmentarze zostawiają na nich kamienie. Ten zwyczaj nawiązuje m.in. do słów biblijnych, zawartych w Księdze Jozuego (7,26): I wznieśli nad nim wielki stos kamieni, który jest aż do dnia dzisiejszego. W czasach biblijnych kamienie zabezpieczały zwłoki złożone w grobie przed zbezczeszczeniem przez zwierzęta. Oznaczenie kamieniem miejsca czyjegoś pochówku jest również uznawane za spełnienie przykazania i szlachetnego uczynku. W środowisku ortodoksyjnych Żydów nie praktykowało się składania kwiatów na grobach. Współcześnie ten zwyczaj „wyrazu pamięci o zmarłych” jest stosowany na przykład na cmentarzach wojskowych w Izraelu.

Macewy z kazimierskiego cmentarza żydowskiego

Okolice Małego Rynku – drewniana zabudowa z tzw.kuczką

Kuczka na Małym Rynku

Uważny obserwator oglądający budynki usytuowane w okolicach Małego Rynku, zauważy element charakterystyczny dla żydowskiej tradycji. To kuczka.

Drewniana przybudówka, wyglądająca jak loggia, była wykorzystywana w czasie żydowskiego święta Sukkot. Przypada ono od 15-ego do 21-go dnia miesiąca Tiszrei (zazwyczaj w październiku), i jest jednym z trzech świąt, w czasie których Żydzi pielgrzymowali do Jerozolimy.

Sukkot albo święto Szałasów to pamiątka z czasów, gdy Izraelici mieszkali na pustyni po wyjściu z Egiptu. Sukka, czyli szałas, jest tymczasowym miejscem mieszkania, zazwyczaj ma ściany z drewna lub z tkaniny oraz dach z gałęzi, przez które widać niebo.

Biedniejsi Żydzi budowali namioty przed swoimi domami, bogatsi – przygotowywali kuczki niejako „doczepione” do ścian domów.

Władysław Skoczylas, Zima w Kazimierzu, 1930, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Wisła jako motyw wiodący

Jedna z łach wiślanych w okolicach Kazimierza Dolnego, fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Rzeka (zgodnie z definicją) to naturalny ciek słodkowodny, stały lub okresowy, wypływający ze źródła bądź jeziora, płynący ukształtowanym korytem dzięki jego nachyleniu i działaniu siły ciężkości, zasilany zwykle opadami atmosferycznymi z terenu dorzecza, uchodzący do innej rzeki, jeziora lub morza. Największą z Polskich rzek jest Wisła, od wieków nierozerwalnie złączona z Kazimierzem Dolnym. Mimo, że jest nazywana Królową Polskich Rzek, w porównaniu do światowych gigantów zajmuje dalekie miejsce. Jej długość od źródeł do ujścia wynosi 1092 km . Dla porównania, to zaledwie 1/6 długości Afrykańskiego Nilu. Wisła ma za sobą około 3 mln. lat historii. W obecnym korycie płynie od 200 tys. lat. Mimo, że zbiera wody z ponad 54% powierzchni naszego kraju, jest dość uboga w wodę. Jesienią stany wody bywają bardzo niskie, zimą rzeka zwykle zamarza. Wisła, pomimo zbudowanych wałów przeciwpowodziowych i licznych ostróg kamiennych, zachowała charakter dzikiej i nie ujarzmionej rzeki. „ Ostatnia dzika rzeka Europy”  zachwyca malowniczymi meandrami, zostawia ślady po dawnym nurcie w postaci starorzeczy, a liczne piaszczyste łachy i wyspy stanowią doskonałą ostoję dla ptactwa wodnego. Możemy tu spotkać liczne gatunki kaczek, rybitwy, mewy i inne ptaki, mające siedliska w szuwarach i łęgach. Wody tej największej polskiej rzeki zamieszkuje też wiele gatunków ryb oraz przedstawiciele płazów i gadów. Z jednej strony Wisłę należy traktować jako integralną całość. Z drugiej, nie sposób nie zauważyć różnic w poszczególnych jej odcinkach. Zmieniające się z biegiem Wisły krainy geograficzne i mikroklimat sprawiają, że Wisłę cechuje bioróżnorodność. W okolicach Kazimierza Dolnego rzeka prezentuje się w całej krasie i okazałości.

Tradycyjny środek transportu wiślanego czyli pychówka. Fot. Stanisław Magierski, ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Wisła transportuje duże ilości piasku, które z powodu małej energii wody osiadają w jej korycie w postaci mielizn, ławic i wysp. Niektóre z nich, tworzące się rokrocznie – są najmniej trwałe. Składają się jedynie z warstwy piachu i są doskonałym miejscem dla kolonii rybitw i mew, mniej licznych sieweczek i ostrygojadów. Wyspy częściowo zadarnione oraz wyspy trwałe, porośnięte łęgami są lęgowiskiem dla ptaków wróblowatych. Walory przyrodnicze rzeki potwierdziło włączenie tego obszaru do sieci Natura 2000 jako ptasia ostoja „Małopolski Przełom Wisły”.

Rybitwy nad Wisłą

Rybitwy są grupą niewielkich ptaków świetnie latających i nurkujących w poszukiwaniu pożywienia. Charakteryzują się smukłą budową ciała. Skrzydła mają długie i wąskie, ogon wcięty, przypominający kształtem ogon jaskółki. Nogi są krótkie, z niewielkimi błonami pławnymi zakończonymi krótkimi pazurkami. Ptaki te na ziemi wyglądają niepozornie, niezbyt sprawnie poruszają się po lądzie, niechętnie też pływają. Jednak po wzbiciu się w powietrze, ukazują obserwatorowi cała swoją grację – ciągle w ruchu, wpatrzone w lustro wody, co jakiś czas zawisają nad nią i szukają niewielkich rybek, które chwytają dziobem. Są ptakami towarzyskimi i hałaśliwymi. W Polsce można je obserwować wiosną i latem. Zimę spędzają w Afryce. W Małopolskim Przełomie Wisły gniazdują 2 gatunki – rybitwa rzeczna i rybitwa białoczelna.

Mewy

Mewy to rodzina ptaków kojarzących się przede wszystkim z ptakami nadmorskimi, są licznie spotykanie również w głębi lądu, na wyspach Małopolskiego Przełomu Wisły.

Mewa siwa do niedawna nazywana w języku polskim mewą pospolitą, mimo że pospolita nigdy nie była. Jej liczebność w ostatnich latach ciągle spada, a dolina Wisły to największe lęgowisko tego ptaka. Jest wielkości wrony. Większa od mewy śmieszki za to wielkością ustępuje mewom srebrzystym i białogłowym. W jej menu znajduje się pokarm zwierzęcy – od owadów przez ryby, po jaja i pisklęta innych ptaków. Mewa siwa to ptak wędrowny, ale część populacji zimuje również w kraju. Jest bardzo przywiązana do miejsc lęgowych i potrafi corocznie odbywać lęgi dokładnie na tej samej wyspie.

Mewa śmieszka to najliczniejsza i najbardziej rozpowszechniona mewa naszego kraju. W okresie lęgowym tworzy kolonie składające się z gniazd nawet kilku tysięcy par. Taki sposób gniazdowania ułatwia ochronę przed drapieżnikami. Grupa ptaków wspólnie może go przepędzić. Z takiej ochrony korzystają inne ptaki m.in, rybitwy czy sieweczki, zakładające swoje gniazda w pobliżu kolonii śmieszek. Śmieszki są doskonałymi lotnikami, równie sprawnie pływają. Często można je spotkać na polach – chętnie korzystają z wyoranych pługiem bezkręgowców lub na łąkach, gdzie chwytają owady w locie. Łatwo też uczą się pozyskiwać pokarm z nowych źródeł – doskonale widać to podczas rejsów statkiem po Wiśle. Śmieszki w locie chwytają podrzucany im przez turystów pokarm.

Mewa srebrzysta, fot. Wikipedia.pl(kto ma lepsze zdjęcie??? prosimy o pomoc:))

Mewa srebrzysta, mewa białogłowa to duże mewy o rozpiętości skrzydeł przekraczających 1,5 metra. Od niedawna należą do awifauny lęgowej Wisły. Są to gatunki obce, które nad Wisłą zadomowiły się na dobre. Początkowy entuzjazm ornitologów z powodu możliwości obserwacji tych morskich ptaków zmienił się w obawę o losy mniejszych mew czy rybitw. Mewy te, ze względu na swoje duże rozmiary są niebezpieczne dla mniejszych ptaków. Niektóre osobniki wyspecjalizowały się w wykradaniu jaj czy piskląt innym ptakom gniazdującym na wyspach. Chętnie żywią się rybami, padliną a także łupami znalezionymi na wysypiskach śmieci.

Sieweczka, fot Wikipedia.pl – (podobna prośba do Czytelników o zdjęcie lepszej jakości:)

Sieweczki to niewielkie ptaki, mniej więcej wielkości skowronka. Świetnie latają i równie dobrze biegają. Polują na owady oraz inne bezkręgowce na płyciznach oraz na styku lądu i wody. Są ptakami wędrownymi. Do Afryki odlatują w okresie od lipca do października, a na lęgowiska wracają wiosną. Nad Wisłą można obserwować dwa blisko spokrewnione ze sobą gatunki – sieweczkę obrożną i sieweczkę rzeczną . Sieweczka obrożna  gnieździ się głownie nad Wisłą i jest bardzo nielicznym ptakiem wpisanym do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt.

Ostrygojad fot. Wikipedia.pl (podobna prośba – kto z Państwa ma lepsze zdjęcie tego jegomościa?)

Ostrygojad w Polsce niezwykle rzadki i oryginalny ptak mający swoją główną ostoje na środkowej Wiśle. W Małopolskim Przełomie Wisły gniazduje 2-5 par, a populacja krajowa szacowana jest na ok 25 par. Nazwa sugeruje że żywi się ostrygami. Tymczasem jego głównym pokarmem są wieloszczety, mięczaki, niektóre gatunki małży oraz małe raki i rybki. Jest wielkości gołębia. Wyróżnia się eleganckim, czarno – białym upierzeniem, czerwono – pomarańczowym dziobem i czerwonym okiem. Średniej długości nogi są silnie zbudowane i mają kolor krwistoczerwony. Szybko i sprawnie lata. Często gniazduje w pobliżu kolonii rybitw i mew, które zapewniają mu ochronę. Są ptakami wędrownymi, odlatują na zimę do Europy zachodniej. Do Polski powracają już w marcu. Są ptakami długowiecznymi – najstarsze zaobrączkowane ptaki dożyły 40 lat.

Brzegówki fot. Wikipedia.pl – kto ma lepsze zdjęcie? (tak, wiem – jestem nudna;)

Brzegówka to jeden z 3 gatunków jaskółek lęgowych w Polsce. Gnieździ się w koloniach. Ptaki te kopią w skarpach nad brzegami rzeki norki, w których zakładają gniazda. Poluje na owady latając często nad taflą wody.

Zimorodek fot. Wikipedia.pl (prośba ta sama- kto podzieli się lepszym zdjęciem?)

Zimorodek to niezwykle pięknie ubarwiony ptak, który tak jak brzegówka, gniazduje w norkach wykopanych w wymytych przez rzekę urwistych brzegach. Najczęściej można go zaobserwować, gdy siedzi na gałęzi podczas polowania na małe rybki. Łowi je nurkując do wody z powietrza lub szybując nad taflą wody i chwyta w locie.

Małopolski Przełom Wisły

Małopolski Przełom Wisły

O przełomie rzecznym mówimy wtedy, gdy rzeka napotykając na swojej drodze wzniesienia nie omija ich, lecz wcina się w nie. Powstanie Małopolskiego Przełomu Wisły wiąże się z wypiętrzeniem się wyżyn środkowopolskich w Trzeciorzędzie. Było ono na tyle powolne, że płynąca wówczas Wisła stopniowo wgryzała się we wznoszące się warstwy skalne. Tak powstałą dolinę nazywamy przełomem antecedentnym.

O miejscu, gdzie dolina naszej największej rzeki przecina pas wyżyn, mówimy „ Małopolski Przełom Wisły”. Jest to region geograficzny wchodzący w skład Wyżyny Lubelskiej, obejmujący dolinę Wisły, na odcinku od Zawichostu do Puław. Teren ten jest niezwykle ciekawy, posiadający osobliwe walory przyrodnicze i kulturowe.

Kazimierski odcinek Małopolskiego Przełomu Wisły jest jednym z najbardziej malowniczych fragmentów środkowego biegu Wisły. Dolina rzeki jest bardzo wąska – ma zaledwie około 1 km szerokości, natomiast brzegi, odsłaniające skały wapienne, są strome i wysokie – nawet do 100 metrów wysokości. Odsłonięcia skał kredowych możemy podziwiać właśnie dzięki działalności Wisły, która miliony lat temu wydrążyła swoją dolinę w miękkich wapieniach, tworząc swoisty kanion.

Amonit z kolekcji Oddziału Przyrodniczego Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym (fot. Piotr Jaworek)

Miliony lat temu, w wyniku tworzenia się doliny Wisły, odsłonięte zostały skały pochodzące z okresu kredy. Utworzyły się one około 65 mln lat temu, kiedy obecne terytorium Polski, w większości znajdowało się pod wodą. W tym okresie na lądzie dominowały dinozaury, a w ciepłych i płytkich wodach morza kredowego również tętniło życie. Dzięki odkrytym skamieniałościom wiemy, jakie organizmy żyły w tamtym okresie. Były to min. amonity, belemnity, łodziki, ryby a także liczne glony, gąbki i jeżowce. Największymi gadami żyjącym w morzu kredowym były mozazaury.

Bardzo licznie występowały również otwornice – mikroskopijnych rozmiarów organizmy biernie unoszące się na powierzchni wody, jednak mające bardzo dużą rolę w tworzeniu się skał osadowych. Po mineralizacji i stwardnieniu osadów, powstałych ze szczątek organicznych, wytworzyły się wapienne skały, często ze sporym dodatkiem krzemionki: opoki, margle, wapienie i kreda pisząca.

Do skał wieku kredowego mielibyśmy dziś dostęp poważnie utrudniony gdyby nie Wisła, która właśnie tędy potoczyła swe wody, żłobiąc w stosunkowo miękkim podłożu głęboką dolinę. Dzięki temu na jej zboczach ukazał się pionowy przekrój przez narastające od dziesiątków milionów lat pokłady. Skały wapienne od wieków wykorzystywane były przez człowieka. Ludzie tworzyli na nich kamieniołomy, w których wydobywano skały. Kazimierskie są nazywane opoką . Z tego surowca wznoszone były budowle, m.in zamki, kościoły, spichlerze, jak również domy mieszkalne znajdujące się wzdłuż Wisły. Niektóre nich możemy podziwiać do dziś. Dodatkowo, jeśli jesteśmy uważnymi obserwatorami, na poszczególnych fragmentach tychże budowli możemy doszukać się skamieniałości i odcisków organizmów, które niegdyś żyły w morzu kredowym.

Kręgosłup tajemniczego gada z morza kredowego. Wiem, co to za stworzenie 🙂 Reszta musi to sprawdzić w Oddziale Przyrodniczym Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Jako że zbocza doliny Wisły są bogate w wapń, bardzo suche i nasłonecznione, wytworzyły się warunki odpowiednie dla roślinności kserotermicznej. Oprócz występujących tu licznie krzewów tarniny, berberysu czy dzikiej róży możemy spotkać wyjątkowe rośliny zielne i byliny . Na szczególną uwagę zasługują : miłek wiosenny, kosaciec bezlistny, zawilec wielkokwiatowy czy len złocisty.

Miłek wiosenny

Eksponaty związane z Wisłą

Ryba – Henryk Grunwald

Wśród przedmiotów biżuteryjnych przykuwają uwagę prace Henryka Grunwalda ( Łazy, 1904 – Warszawa, 1958). Był absolwentem wydziału prawa, ale także studentem Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Autorska wystawa biżuterii Grunwalda została zorganizowana w 1938 roku, w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie. Choć w kontekście broszki wspominamy jej autora raczej jako projektanta biżuterii unikatowej, to warto zaznaczyć, że próbę czasu przetrwały jego dzieła znacznie większego kalibru, na przykład kraty klatki schodowej Pałacu Rady Ministrów czy też dekoracyjne elementy metalowe Grobu Nieznanego Żołnierza. Henryk Grunwald był jurorem i konsultantem spółdzielni Orno. O jej wyrobach śni teraz niejedna elegantka. W swoich pracach wykorzystywał srebro, miedź i mosiądz. Broszka „Ryba”, znajdująca się na wystawie, została wykonana techniką kucia w srebrze. Godnie reprezentuje wszystkie cechy, charakterystyczne dla Grunwalda –zgeometryzowaną, lekko uproszczoną formę z delikatnym zdobieniem i nawiązaniem do sztuki ludowej. W gablocie Muzeum Sztuki Złotniczej jest również inna praca Henryka Grunwalda – „Lajkonik”. Wiślany akcent odnajdziemy w poszukiwanej przez kolekcjonerów „Syrence”.

Ryba-broszka, proj. Henryk Grunwald (fot. Piotr Jaworek)

Artysta w plenerze – Eugeniusz Arct

Nie bez powodu wybraliśmy ten obraz. To malarska fotografia faktu, czyli artystyczna wizja pleneru, jaki odbywał się w Kazimierzu Dolnym. Malowano wszędzie i tłumnie, a studenci musieli regularnie konsultować postęp swoich prac z profesorem Tadeuszem Pruszkowskim. Zachował się program dnia plenerów kazimierskich. Uważnie powinni przeczytać go ci, dla których wakacje to czas beztroski i odpoczynku. Pobudka- godz.4.30; godz.5.00 – praca w terenie (pejzaż). Kilka minut później na pierwsze korekty przychodził prof. Pruszkowski. śniadanie jadano o 7.45, a kwadrans później rozpoczynały się zajęcia ze studium postaci. Podczas pierwszego pleneru swoich kolegów pilnował Antoni Michalak. Ponoć bawiono się tylko w soboty, bo regulamin i fizyczne zmęczenie studentów nie pozwalały na codzienne harce. W grupie studentów Pruszkowskiego był autor tego obrazu, Eugeniusz Arct (1899, Odessa – 1974, Warszawa). Do warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych trafił po studiach malarskich w Lucernie. Po zakończeniu edukacji został asystentem Pruszkowskiego. Działał w Szkole Warszawskiej. Chętnie powracał do Kazimierza Dolnego, utrwalając pejzaże miasteczka na swoich płótnach. Krytycy twierdzą, że obrazy Arcta nawiązują stylistyką do nurtu impresjonizmu.

Eugeniusz Arct, Artysta w plenerze, 1932 (fot. Piotr Jaworek)

Cykl kazimierskich drzeworytów – Władysław Skoczylas

O autorze tej pracy prof. Tadeusz Pruszkowski pisał następująco: Pewien znakomity (…) grafik, ongi na Zakopanem wychowany, potem wieloletni Kazimierza przyjaciel, zwierzał mi się z nerwowym gniewem: „Muszę pojechać w tym roku gdzieś indziej (tu wymienił miejscowość zażywającą pięknej reputacji), dosyć już tego Kazimierza, zbanalizujemy go do ostatka, wszystkie kąty spenetrowane i obrobione, dosyć!” I pojechał. Po dwóch tygodniach ujrzałem w jakimś kącie charakterystyczną sylwetkę mego przyjaciela: malował. Przywitał mnie nieco zawstydzony i natychmiast zaczął się tłumaczyć: „Wyobraź sobie, pojechałem do X, rzeczywiście dużo ładnych rzeczy znalazłem i myślę że się przyzwyczaję. Tymczasem po paru dniach poczułem że nie wytrzymam. W porównaniu z Kazimierzem wszystko wydało mi się nudne i mało ciekawe”

Mowa o Władysławie Skoczylasie ( 1883, Wieliczka-1934, Warszawa), mistrzu drzeworytu i profesorze katedry grafiki Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Przyznajmy rację prof. Pruszkowskiemu: wśród najbardziej znanych prac Skoczylasa są grafiki z motywami podhalańskimi, nawiązujące do folkloru i legend gór z Janosikiem na czele, ale nie mniej słynne są prace nawiązujące do pejzażu i obyczajowości Kazimierza Dolnego ze spichlerzami, Rynkiem i studnią. Osobny cykl Skoczylas poświęcił kazimierskim Żydom. Więcej informacji o artyście znajdziesz pod tym adresem https://niezlasztuka.net/o-sztuce/janosik-zbojnicy-wladyslaw-skoczylas-zycie-i-tworczosc/

Władysław Skoczylas, Zima w Kazimierzu (tak, wiem – ta litografia już była:) zamienimy ją)

Motyw Wisły w prozie Marii Kuncewiczowej

Widoku Wisły, dla którego Kuncewiczowie przeprowadzili się tutaj, trudno szukać. Niegdyś z tego wzgórza rozciągała się panorama na miasteczko i rzekę. Sama Wisła to… plaża. Na wiślane łachy tłumnie wybierali się letnicy. Jednych dowożono pychówkami, inni przeprawiali się na plażę wąską kładką, nazywaną żartobliwie „mostem Kierbedzia”. Nad Wisłą grała orkiestra dęta, sprzedawano słodkości i napoje. Klimat letniego wypoczynku na plażach wiślanych Maria Kuncewiczowa opisała w Dwóch księżycach. Kuncewiczowie lubili spacery nad Wisłę. świadczą o tym notatki ale i fotografie. O tym, że na spacery zabierali także przyjaciół mówi literatura. W książce Zatrzymać czas Zofia Kucówna opisała jeden z takich spacerów nad Wisłę. Kiedyś zapytałam ją, za co lubi pana Jerzego i czy jest coś, za co go nie lubi. Powiedziała mi, że lubi go za to, że jest go całkowicie pewna, bo gdyby zrobiła nawet coś najokropniejszego na świecie to wie, z całą pewnością, że on by jej wybaczył i byłby przy niej do końca. A po dłuższym zastanowieniu cichym głosem dodała: A nie lubię go chyba za jego niedbalstwo. Ale na to już nie ma rady. (…) Rozmowa odbyła się podczas popołudniowego spaceru nad Wisłą. Pan Jerzy szedł przed nami i cały czas głośno mówił, myśląc przypuszczalnie że my go słuchamy, a my za nim trzymając się pod rękę, cichymi głosami spiskowałyśmy(…) Pani Maria z powrotem wzięła mnie pod rękę i tkliwym głosem zawołała „Patrz Jerzy, jak ten Janowiec cudnie wygląda w słońcu. Z pana Jerzego wydobyło się zadowolone bulgotanie. On ją kochał, on ją tak kochał, że gdy ona cokolwiek powiedziała wprost do niego lub zwróciła swoją na niego uwagę, natychmiast pęczniał z radości i szczęścia.

Maria i Jerzy Kuncewiczowie nad rzeką. Niestety, nie jest to Wisła, bo i czasy były różne od opisywanych. Kiedyś na blogu powrócimy i do tej historii (fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Malowniczy Kazimierz


Kazimierz Dolny od lat przyciąga rzesze turystów. Swoją zasługę w tworzeniu wyjątkowego klimatu ma przyroda – malownicze wąwozy, meandrująca Wisła. Nie mniej ważna jest architektura miasteczka, w którą wpisują się również budynki należące do Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Poznaj ich historię.

Spichlerz Przybyłów (Ulanowskiego)

Stary spichlerz, fot. archiwum Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Budynek został zbudowany w XVI wieku. Należał m.in. do słynnego kazimierskiego rodu – Przybyłów i był własnością starszego z braci, Mikołaja.

Ciekawostka to datowanie budynku – tabliczkę z datą 1591 odkryto w latach 80. XX w. podczas prac remontowych. Kolejna ciekawostka – choć spichlerz to budynek służebny – dziś powiedzielibyśmy – magazyn lub elewator, to właściciele spichlerzy starali się, aby te obiekty miały eleganckie fasady ( w stylu renesansu lubelskiego).

Spichlerz Przybyłów (Ulanowskiego) w Kazimierzu Dolnym

Spichlerz jest dwukomorowy, zbudowany na planie prostokąta, a jego węższa ściana jest zwrócona w kierunku Wisły. Podział symetryczny pomieszczeń spichlerza wymuszał niejako budowę dwóch odrębnych wejść, powtórzonych też na wyższych kondygnacjach. Z czasem zmieniono je na okna. Wąskie otwory znajdują się w ścianach bocznych – służyły one do wentylacji budynku. Transport zboża na piętro odbywał się przy pomocy wind bloczkowych. Podobno także zboże wysypywano bezpośrednio na statki za pomocy rynien, umocowanych w otworach w elewacji frontowej. Spichlerz w latach 30. XX wieku był wykorzystywany jako garbarnia. Potwierdzają to odkrycia, prowadzone podczas remontu. W przestrzeni parteru, pod podłogą ułożoną tu wtórnie z klinkieru, natrafiono na beczki pochodzące z tego okresu. Spichlerz przetrwał do naszych czasów dzięki Karolowi Sicińskiemu, który odbudował obiekt po zniszczeniach wojennych. Był on magazynem nawozów miejscowej spółdzielni rolniczej. Kolejne remonty to lata 70. i 80. XX w. W tym czasie również spichlerz zmienił przeznaczenie, stając się siedzibą oddziału Przyrodniczego Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym.

Stara pocztówka przedstawiająca spichlerz, fot. polona.pl

Karol Siciński

Spichlerze, a także inne zabytki Kazimierza Dolnego uratował Karol Siciński (1884, Pabianice-1965, Warszawa). Student architektury i warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych bywał w miasteczku na początku 20.lecia międzywojennego. Przyjechał tu na dłużej w roku 1916, aby wykonać inwentaryzację zabytkowych budynków kazimierskich. Pracę zleciło mu Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości przeczuwając, że koncepcja architektoniczna Kazimierza okaże się niezwykle ważna w okresie odbudowania tożsamości narodowej, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Karol Siciński ze swoją żoną Jadwigą (po lewej) i Marią Kuncewiczową (po prawej) fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Siciński związał się tym miejscem na stałe. Zaprojektował wiele willi do dziś zdobiących miasteczko. Powrócił tu także po wojnie, by dźwignąć zniszczony Kazimierz z gruzów. To, co do dziś zachwyca turystów, to idea idealnego polskiego miasteczka wcielona w czyn przez Karola Sicińskiego. W zbiorach Muzeum Nadwiślańskiego znajduje się pokaźne archiwum tego wyjątkowego człowieka, który oddał serce Kazimierzowi Dolnemu.

Karol Siciński, projekt willi pod Wiewiórką, ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym

Dom z Modliborzyc

Archiwalna fotografia domu z Modliborzyc, fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Budynek z II połowy XIX wieku został ponad 30 lat temu przeniesiony z Modliborzyc koło Janowa Lubelskiego. Był nazywany plebanią (w przekazach ustnych – domem wójtowskim). Mieszkała w nim niegdyś rodzina Świątków, a jego ostatni właścicielem był Hipolit Trojanowski. Trojanowski (1920-1998). to ważna postać w historii Kraśnika. Był przedsiębiorcą i założycielem cegielni w Spławach koło Kraśnika. Cegielnia była ostatnim przedsięwzięciem Trojanowskiego i funkcjonuje do dziś. Jak chwalą się potomkowie tej rodziny wiedza o tajnikach produkcji dobrej cegły przechodzi z „ojca na syna”. Aktualnie czwarte pokolenie doświadcza przygody z ceramiką budowlaną. Z naszej ręcznie formowanej cegły wybudowano wiele kościołów na całej Lubelszczyźnie, przekazaliśmy również nieodpłatnie cegłę na szczytne i społecznie użyteczne cele. Największym darem kraśnickich cegielni dla całego narodu polskiego było podarowanie 50.000 cegieł na odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie.

Dom trafił do Kazimierza Dolnego w latach 70.XX wieku w wyniku relokacji. Teraz mieszczą się w nim biura, pracownie, sale edukacyjne oddziału Przyrodniczego, a także biblioteka Muzeum. Wśród bibliotecznych skarbów jest m.in archiwum Karola Sicińskiego, architekta, autora projektu odbudowy Kazimierza Dolnego po zniszczeniach II wojny światowej.

Dwór z Gościeradowa

Dwór z Gościeradowa, fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Zabytkowy drewniany dwór z XVIII wieku, przeniesiony z Gościeradowa kiedyś stał w sąsiedztwie pałacu Prażmowskich. Eligiusz Prażmowski herbu Belina urodzony w 1743 r.,został właścicielem dóbr w Gościeradowie na mocy małżeństwa z Salomeą z Wybranowskich. Starosta mszczonowski Prażmowski miał za sobą kilkuletni pobyt w Paryżu, gdzie był częstym gościem na dworze Ludwika XV oraz doskonalenie umiejętności muzycznych. Znany był z gry na skrzypcach i organizowania w pałacu koncertów, w których brali udział muzycy związani z orkiestrą Teatru Narodowego w Warszawie oraz Lubelską Orkiestrą Katedralną. Ukoronowaniem jego artystycznej działalności był koncert zorganizowany w 1782 r. w warszawskich Łazienkach. Po śmierci ojca w 1816 r. majątek przejęła jedna z córek starosty Marianna, która poślubiła Franciszka Wincentego Michała hr. Suchodolskiego herbu Janina. Nowy właściciel Gościeradowa był konfederatem barskim i posłem na Sejm Czteroletni. Kochał muzykę, ale wybrał politykę. Związał się z prorosyjskim ugrupowaniem Franciszka Ksawerego Branickiego, a następnie poparł rządy Targowicy. Osiadł w Gościeradowie po rozbiorach Polski, a w roku 1800 uzyskał od cesarza Franciszka II dziedziczne tytuły hrabiowskie dla siebie i synów.

W Gościeradowie jest pałac i park, a także inne budynki dworskie. Dwór, który przeniesiono do Kazimierza Dolnego w latach 70. XX wieku, jest jednym z niewielu XVIII- wiecznych dworków drewnianych zachowanych do dziś w dobrym stanie. Mieszkała w nim prawdopodobnie służba pracująca w majątku. Budynek został zbudowany na planie prostokąta. Wykonano go z drewna, a spadowy dach jest pokryty gontem.

Muzeum Sztuki Złotniczej/Kamienica przy Rynku 19

Rynek w Kazimierzu Dolnym, w głębi po prawej stronie widoczne fragmenty kamienicy z numerem 19 (na razie nie mamy lepszej fotografii tego miejsca, ale poszukamy w archiwach muzealnych)

Z zachowanych fotografii wiemy, że kamienica przy Rynku 19 była piętrowym budynkiem. Na wyższych kondygnacjach znajdowały się mieszkania, a na parterze ulokowano sklep. Na zdjęciach z początku XX wieku uwieczniono szyld m.in. tam usytuowanego sklepu kolonialnego . W czasie I wojny światowej budynek – jak i wiele innych w przestrzeni Rynku – został zniszczony. Właściciele wykorzystywali częściowo zachowany fragment parteru kamienicy. Na szczegółową inwentaryzację kamienica czekała do lat 50.XX wieku. Dzięki tym pracom udało się odkryć zabytkowe piwnice z łukowatymi sklepieniami i ścianami wykonanymi z opoki kazimierskiej. Remont budynku, polegający na odgruzowaniu piwnic i częściowej adaptacji parteru, przeprowadzono w latach 70. XX wieku. Cel prac był związany z przeznaczeniem budynku dla muzeum, zajmującego się sztuką złotniczą. Pomysłodawcą powołania tego muzeum był kolekcjoner z Kanady, Jędrzej Jaworski. Ofiarował on swoją kolekcję sreber (ponad 500 egzemplarzy) jako zaczątek muzealnej ekspozycji. Otwarcie Muzeum Sztuki Złotniczej odbyło się w grudniu 1979 roku.

Kamienica Celejowska

Kamienica Celejowska, fot. polona.pl

Budynek przy ul. Senatorskiej 11 wzniesiono w pierwszej połowie XVII wieku. Według badaczki historii Kazimierza Dolnego, Jadwigi Teodorowicz Czerepińskiej kamienica została zbudowana w roku 1630, po kamienicy Górskich (1607 r.) i Przybyłów (1615 r.). Historyk sztuki Wacław Husarski wspomina o ciekawej historii z kartuszem kamienicy, na którym po konserwacji umieszczono datę „1578”. Pomysłodawcą wpisania tej daty w kartusz (jako roku powstania budynku) był Jerzy Siennicki, który zajmował się konserwacją kamienicy po I wojnie światowej. W lubelskim Archiwum Państwowym miał znaleźć informację o tym, że Katarzyna Celejówna, żona Jana Strupisza, szewca, sprzedała komuś swoją część domu Celejowskiego w roku 1578. Siennicki uznał tę datę za pewnik i umieścił ją na kartuszu nad wejściem do budynku. Według Husarskiego ta hipoteza była niejako na wyrost, ponieważ rzeczona kamienica mogła w tym czasie być zwykłym drewnianym domem. Chociaż musi być w tym ziarenko prawdy, bo skoro odziedziczyła go Katarzyna po rodzicach – jakiś dom musiał stać w tym miejscu od dawna. Kartusz zniknął po II wojnie, a Husarski także zajrzał do archiwów. Ustalił, że wzmianki o właścicielu kamienicy, kupcu Bartłomieju Celeju, pojawiają się w zachowanych kazimierskich annałach z roku 1635. Chodzi o informację, że przekazał on 500 złotych na szpital przy kościele św. Anny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

O tym, że kamienica została postawiona przez Bartłomieja w czasach jego prosperity świadczy wizerunek patrona właściciela na fasadzie budynku (prawa strona attyki). Po przeciwnej stronie widnieje podobizna świętego Jana Chrzciciela, patrona syna Celeja. W środkowej części attyki (podwójny edykuł środkowy) znajdują się wizerunki Jezusa i Matki Bożej. Bartłomiej Celej zmarł w roku 1673 dożywszy, według Husarskiego, sędziwego wieku. Kamienica Celejowska nawiązuje stylem do budowli Santi Gucciego – np. kaplicy Batorego na Wawelu. O zdobiących fasadę płaskorzeźbach Husarski pisze w taki oto, obrazowy sposób mimo całego przeładowania , mocno już tchnącego duchem baroku, jest od kamienic Przybyłowskich na rynku o wiele bardziej klasyczna; jest też o wiele bardziej kulturalna; nie ma, tak jak tamte, cech prowincjonalnej naiwności i mogłaby stanowić ozdobę wielkiego nawet miasta.

Stara pocztówka z Kamienicą Celejowską, fot. polona.pl

W latach 1924-25 kamienicę rewaloryzował Jan Koszczyc Witkiewicz przy pomocy rzeźbiarza Jerzego Łopuszańskiego. Tak opisuje tę postać Władysław Bartoszewicz, autor książki Buda na Powiślu: Urodził się w 1898 roku. Wojna polsko-bolszewicka 1920 roku była czwartą, w jakiej uczestniczył i była ostatnią, bo chociaż i poprzednio bywał poważnie ranny, tym razem – w bitwie o Warszawę – został postrzelony w lewe ramię i już nigdy nie odzyskał władzy w tej ręce. Rysował, malował, ale – choć jednoręki – poświęcił się rzeźbie. Opętała go perfekcja; pracował w granicie i cemencie, rzeźbił w czarnym dębie i złotej lipie, używał gliny, gipsu, miedzi; jeżeli barwił drewno, to gotując je w opiłkach metali i naturalnych barwnikach, oraz impregnując w kwasach. W 1926 roku przyjechał do Kazimierza Dolnego, może ściągnięty tu atencją, jaką darzył miasteczko sławny rektor ASP Tadeusz Pruszkowski; w tej ASP Łopuszański uczył się. Klepał biedę. Mieszkał w wybudowanej przez siebie łodzi żaglowej, która służyła mu też za pracownię. To on wyrzeźbił część fasady attyki Kamienicy Celejowskiej, sam dobierając i wymyślając formy ozdób, które dopiero w latach 70. XX wieku zniszczono jako odbiegające od historycznego pierwowzoru. Gdzieś około 1933 wyjechał do Warszawy. W noc wigilijną 1934 roku popełnił samobójstwo. Miał 37 lat.

Jeden z maszkaronów proj. J. Łopuszańskiego, fot. E.Hartwig, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Z budynkiem Kamienicy Celejowskiej są związane początki kazimierskiego muzeum. W latach 1926-39, w Kamienicy Celejowskiej Towarzystwo Przyjaciół Kazimierza zaczęło gromadzić zbiory artystyczno-historyczne. Znaczna ich część nie przetrwała okresu okupacji. W roku 1962 Henryk Dąbrowski, architekt, rysownik i wykładowca warszawskiej Politechniki, zorganizował w Kamienicy Celejowskiej wystawę swoich prac. Tym samym przyczynił się do przekazania budynku na cele muzealne. 29 marca 1963 roku, powołano do życia Muzeum Regionalne, którego kierownikiem został Kazimierz Popiołek. Pierwsi turyści obejrzeli ekspozycję w Kazimierzu Dolnym pod koniec 1966 roku

Willa pod Wiewiórką/Dom Kuncewiczów

Dom Kuncewiczów, lata 80. XX w., fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Dom Marii i Jerzego Kuncewiczów, w dokumentach ewidencyjnych występujący pod nazwą „Willa pod Wiewiórką”, a potocznie nazywany Kuncewiczówką, powstawał w latach 1934 – 36, z inicjatywy Jerzego Kuncewicza, który na zakupionej od Reginy Białowiejskiej działce, postanowił zrealizować obietnicę daną żonie – wybudować dom.

Nie był to pierwszy kazimierski dom małżeństwa Kuncewiczów. Przez kilka sezonów letnich, także podczas budowy willi, rodzina mieszkała w „Chatce” – białym, niedużym, dwuizbowym budynku otoczonym ogrodem i starym sadem. Jerzy Kuncewicz, wówczas dobrze prosperujący adwokat warszawski, nie poprzestał na tym. Czując się w obowiązku wybudowania domu dla pokoleń oraz ozdobienia zakątka rodzinnej Lubelszczyzny, zaprosił do współpracy popularnego w Kazimierzu architekta, Karola Sicińskiego oraz najlepszych lokalnych rzemieślników.

Projekt Sicińskiego zakładał wykorzystanie naturalnych, kazimierskich surowców. Dom powstał z wiązanych bali sosnowych, podmurówka z kamienia wapiennego z pobliskich kamieniołomów (tzw. opoka kazimierska), dach pokryto gontem. Bierwiona (tzw. czarny dąb, drewno wiele lat leżakujące w Wiśle) wykorzystano do pokrycia części podłóg domu.

Maria i Jerzy Kuncewiczowie na tarasie swojego domu, fot. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Dom posłużył rodzinie Kuncewiczów jedynie przez dwa sezony letnie. Tuż po wybuchu II wojny światowej, został przeznaczony na tymczasowe biura i pokoje dla ewakuowanych z Warszawy pracowników Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W domu Kuncewiczów zatrzymali się także przyjaciele gospodarzy uciekający przed wojną: Julian i Stefania Tuwimowie, Kazimierz i Halina Wierzyńscy, Stanisław Baliński, Mieczysław Grydzewski, Antoni Słonimski. Stąd wszyscy ruszyli dalej, na emigrację. Kuncewiczowie opuścili Kazimierz 9 września 1939 roku. W domu pozostali Zofia i Józef Wójcikowie, mieszkający w kilku pokojach, w przyziemiu domu. Ogrodnik i jego żona wiernie strzegli willi przez kolejne kilkadziesiąt lat.

Wkrótce, dom został zajęty przez lekarza wojsk niemieckich, stacjonujących wówczas w Kazimierzu. Po wycofaniu się hitlerowców, służył, jako sztab, Armii Czerwonej. W okresie wojny zostało zniszczone i spalone niemal całe wyposażenie zgromadzone przez Kuncewiczów, również pamiątki rodzinne. Po zakończeniu II wojny światowej dom, wraz z otaczającym terenem, był miejscem kolonii letnich dla dzieci pracowników Urzędu Bezpieczeństwa.

Pierwszy raz po wojnie Maria Kuncewiczowa odwiedziła Kazimierz Dolny w 1958 roku. Zatrzymała się w Domu Architekta przy Rynku, ale za namową malarza, Antoniego Michalaka, przyjaciela z przedwojennych czasów, pełna obaw, odwiedziła swój dom. Był on wówczas miejscem kolonii letnich dla dzieci. Staraniem Jerzego Kuncewicza, przedwojennego prawnika, małżeństwo odzyskało prawo do własności domu w 1962 roku. Odtąd spędzali w Kazimierzu sezony letnie. Po śmierci Jerzego Kuncewicza w 1984 roku, Maria Kuncewiczowa mieszkała w willi aż do śmierci – 15 lipca 1989 roku.

Ozdobą salonu Domu Kuncewiczów jest piec huculski.

Piec huculski z Domu Kuncewiczów (fot. Piotr Jaworek)

Jego obecność w tym miejscu zawdzięczamy malarzowi i grafikowi, Michałowi Borucińskiemu (1885, Siedlce-1976, Warszawa). Artysta kształcił się w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. W okresie międzywojennym interesował się Huculszczyzną. Powstał wówczas cykl głów Hucułów. Obrazy, eksponowane na wystawach w Zachęcie, zdobywały liczne nagrody. Fascynację sztuką huculską Boruciński przekazał Kuncewiczom. W latach 30. XX. wieku, w kilku transportach, Boruciński sprowadził do Kazimierza Dolnego kafle, zakupione na Huculszczyźnie. To właśnie z nich powstał piec, będący jednym z najpiękniejszych elementów wyposażenia domu Marii i Jerzego Kuncewiczów.

Jeden (a właściwie dwa) kafel z pieca huculskiego (fot. Piotr Jaworek)

Według znawców tematu kafle mogą pochodzić z XIX wieku, a ich autorem jest najprawdopodobniej Oleksandr Bachmietiuk (wł. Aleksander Bachmiński, garncarz spod Krakowa), twórca ceramiki z Kosowa. Piec był ogromnie lubiany przez Kuncewiczów. Nie palono w nim, bo był „zbyt cenny”- taką adnotację, wykonaną własną ręką Marii Kuncewiczowej, odnajdujemy w archiwum muzealnym.

Magia Kazimierza

Kazimierz Dolny z Wietrznej Góry (fot. Stanisław Turski)

Historie Kazimierza Dolnego tworzą ludzie. Wielu zasługuje na powieść. Przedstawiamy zaledwie kilka takich historii, mając nadzieję, że resztę dopiszesz sam, odwiedzając nasze miasteczko.

Parostatkiem piękny rejs…

Turbina jednego z wiślanych statków, stojąca przy ul. Puławskiej w Kazimierzu Dolnym

W odsłanianiu kart historii Kazimierza Dolnego pomagają inne miasta, leżące nad Wisłą. Bohatera naszej opowieści i to w całości opisali pasjonaci żeglugi śródlądowej z Płocka. (www.plock24.pl). To tu znaleźliśmy historię o budowie statku, którego koła łopatkowe eksponujemy w Kazimierzu Dolnym. Działająca w Płocku firma żeglugowa Chaima Rogozika zamówiła w 1925 roku statek pasażerski parowy bocznokołowy do przewozu pasażerów. Otrzymał on numer 1169 i nazwę „GONIEC”. Statek mógł zabrać 640 pasażerów w rejsach krótkich lub 460 w rejsach dłuższych. Dodatkowo mógł przewieźć 60 ton ładunku. Początkowo „Goniec” pływał z Płocka do Torunia, a później na trasie Toruń-Warszawa. Po wybuchu II wojny statek należał do Juliusza Dunin Holeckiego i jako „NUR” pływał z Warszawy do Sandomierza. W 1944 Niemcy zatopili statek. Udało się go wydobyć, odremontować i już w 1945 statek z nową nazwą TRAUGUTT” został przekazany Komisarzowi Żeglugi Śródlądowej w Warszawie i skierowany na linię Warszawa-Toruń. Służył pasażerom na różnych wiślanych trasach do roku 1973. Dopływał także do Kazimierza Dolnego.

Bohater naszej opowieści w całej okazałości fot.plock24.pl

Mimo wielu zabiegów pasjonatów historii floty wiślanej, zbiórki pieniędzy na remont i znalezienia potencjalnego wykonawcy, w 1996 roku statek zakończył swój żywot. Koła łopatkowe statku uratował kazimierski armator, Henryk Skoczek. W 2014 r. ustawiono je na błoniach przed Oddziałem Przyrodniczym Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym.

Wąwóz

O tym zakątku Lubelszczyzny mówi się Kraina Lessowych Wąwozów. Nie bez powodu. W miękkich lessowych skałach masy polodowcowe, a potem i wody deszczowe wyżłobiły kręte dolinki o stromych zboczach. Dzięki erozji lessu, w wielu wąwozach możemy obserwować system korzeni drzew, rosnących na zboczach. Takie są m.in. wąwozy prowadzące na Skarpę Dobrską oraz Korzeniowy Dół. Na ekspozycji w Oddziale Przyrodniczym możemy wejść do wąwozu i obserwować, jak zmienia się ta przestrzeń w ciągu doby. Dzięki dioramie możemy posłuchać zwierząt żyjących w wąwozach. Ich mieszkańcy to prawdziwi wirtuozi

Wiele dolin wokół Kazimierza Dolnego uchodzących za wąwozy z geomorfologicznego punktu widzenia nimi nie są. Głębocznice, bo o nich mowa, to formy erozyjne, których powstanie zainicjował człowiek. Wystarczyło, że koła furmanek wytworzyły kiedyś koleiny w miękkim podłożu lessowym a wody opadowe i roztopowe rozpoczęły proces pogłębiania tak powstałej dolinki. Niejednokrotnie, utworzone w ten sposób drogi utwardza się brukowcami granitowymi, bazaltowymi i kwarcytowymi.

Warsztat

Warsztat złotniczy był zawsze miejscem otoczonym aurą tajemniczości, z pogranicza alchemii i magii, w którym unosiły się charakterystyczne zapachy smoły repuserskiej, żywicy, węgla drzewnego, w którym intrygowały zagadkowe szklane kule ustawiane przy oknie, rzędy różnego kształtu fiolek, flaszek, tygli. Był miejscem, w którym posługiwano się przedziwnymi narzędziami o trudnych do rozszyfrowania nazwach, jak cybank, cajzyn, babka, anka, czy cycęgi, w którym dawni mistrzowie sztuki złotniczej potrafili „wyczarować” z twardego metalu kunsztowne, finezyjne przedmioty zachwycające do dziś formą i maestrią wykonania.

Mimo iż rozwój techniki i nowoczesność, zmieniająca każdą dziedzinę naszego życia, wkraczając także do warsztatów złotniczych, spowodowały powolny upadek dawnego rękodzieła złotniczego i zdawało się, że wiele dawnych narzędzi bezpowrotnie przestało istnieć, szczęśliwym zrządzeniem losu udało się, po wielu latach poszukiwań, w 2004 roku powiększyć zbiory Oddziału Muzeum Sztuki Złotniczej o unikatowy zespół zabytków – niemal kompletne wyposażenie dawnego warsztatu złotniczego. Pochodziło ono z pracowni, założonej w roku 1858 przy Rynku w Krakowie, przez znanego złotnika, medaliera i społecznika krakowskiego Wacława Głowackiego. Warsztat ten, nieprzerwanie czynny od czasu założenia, nie zmieniając swojej siedziby przez ok. 130-letni okres istnienia, przekazywany był z rąk do rąk w jednej rodzinie przez kolejne cztery pokolenia. Pracownia funkcjonowała jeszcze w latach 80. XX wieku, prowadzona przez ostatniego z rodu złotnika Piotra Chmielińskiego, od którego Muzeum pozyskało, częściowo drogą zakupu, częściowo darowizny, unikatowy zespół około 300 elementów – narzędzi, maszyn i urządzeń, stanowiących jej wyposażenie. Szczególnie cenną grupą zabytków wchodzącą w skład wyposażenia tej pracowni jest unikatowa w skali kraju i nie tylko, kolekcja 80 sztanc złotniczych. Większość z nich służyła do wytwarzania polskiej biżuterii patriotycznej, którą produkowano na masową skalę, w czasach walk narodu polskiego o niepodległość w 2. połowie XIX i początkach XX wieku.

„Prusz” i już

Tadeusz Pruszkowski fot. polona.pl

To fotografia założyciela kolonii artystycznej w Kazimierzu Dolnym, Tadeusza Pruszkowskiego (1888, Borucicie-1942, Warszawa). Bez wątpienia była to jedna z najbarwniejszych postaci 20.lecia międzywojennego. Dobrze sytuowany, niespecjalnie garnący się do tradycyjnej edukacji (zakończył ją na II klasie gimnazjum) wykazywał artystyczne zainteresowania. Inwestycja w zajęcia malarskie opłaciła się i Pruszkowski studiował (a potem także pracował) w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Cenił rzemiosło, zwłaszcza malarstwo holenderskie i hiszpańskie. Niejako w opozycji do panujących na świecie trendów, propagował malarstwo naturalistyczne. Wspierał jednocześnie oryginalność i zachęcał swoich studentów do artystycznych poszukiwań. Zwykł także mawiać, że nie ma złych obrazów, są tylko te źle namalowane.

Tadeusz Pruszkowski, Kazimierz Dolny

Od roku 1923, Pruszkowski zaczął regularnie organizować plenery malarskie w Kazimierzu Dolnym. Stał się także animatorem życia kulturalnego w miasteczku. Za sprawą Pruszkowskiego odbywały się tu słynne bale, podczas których organizowano aukcje prac plastycznych. Dochód z imprez przeznaczono na stypendia dla biedniejszych studentów. Pruszkowski był ojcem chrzestnym wszystkich ugrupowań artystycznych w jakich działali jego studenci najsłynniejszym było Bractwo św. Łukasza, nawiązujące tradycją do dawnych cechów rzemieślniczych. Na potrzeby artystów Pruszkowski wybudował w Kazimierzu Dolnym swoją pracownię (projekt Lech Niemojewski). To w niej powstał cykl obrazów z historii polski, prezentowanych na Wystawie światowej w Nowym Jorku w 1939 roku. Za swoje zasługi w promocji Kazimierza Dolnego, prof. Pruszkowski został nagrodzony honorowym obywatelstwem tego miasteczka. Pamięć o tej niezwykłej postaci przetrwała w Kazimierzu Dolnym, w postaci licznych anegdot. Bardzo pięknie pisali o Tadeuszu Pruszkowskim jego uczniowie. Najpełniej zrobił to student „Prusza”, Władysław Bartoszewicz w książce Buda na Powiślu.

Teresa Roszkowska

Teresa Roszkowska, Autoportret, 1928-29, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Teresa Roszkowska (1904, Kijów- 1992, Warszawa) W swoich obrazach potrafiła oddać duszę Kazimierza Dolnego .Do miasteczka przyjeżdżała wielokrotnie, jako uczestniczka plenerów warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Niewielu pamięta, że uczyła się równolegle w Konserwatorium Muzycznym. Była członkinią Szkoły Warszawskiej, jednego z ugrupowań założonych przez studentów Tadeusza Pruszkowskiego. Uczestniczyła we wszystkich wystawach grupy w kraju i za granicą. Współpracowała jako scenografka z warszawskimi teatrami Ateneum o Polskim oraz Teatrem Nowym w Łodzi. Jest autorką oryginalnego stylu podporządkowującemu ruch sceniczny wizji malarskiej. Przez całe życie była wierna estetycznej koncepcji propagowanej przez Pruszkowskiego, promującej nowy realizm, naśladując techniki średniowiecznego i renesansowego malarstwa.

Teresa Roszkowska, Fantazja kazimierska, 1929, Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym

Tak samo jak barwne są obrazy Roszkowskiej była kolorowa ich autorka. We wspomnieniach mieszkańców Kazimierza Dolnego zapisała się jako roześmiana dziewczyna, bywalczyni nadwiślańskiej plaży, osoba oryginalnie ubierająca się oraz … odważna. Bez namysłu realizowała najbardziej szalone pomysł prof. Pruszkowskiego m.in. udział w filmie „ Szczęśliwy wisielec czyli Kalifornia po polsku”, w którym zagrała jedną z pierwszoplanowych ról. Niestety, film nie zachował się do współczesnych czasów. Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym, dzięki przyjaźni nawiązanej z artystką, posiada imponującą kolekcję jej prac.

Irena Lorentowicz

Tadeusz Pruszkowski, Portret Ireny Lorentowicz, Muzeum Narodowe w Warszawie

Postać na tym obrazie to Irena Lorentowicz (1908, Warszawa-1985, Warszawa), malarka, scenografka i pedagog. Była absolwentką warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych i jedną z ulubionych uczennic profesora Tadeusza Pruszkowskiego. Jako scenografka pracowała, z sukcesami, już w latach 30. XX wieku. Tworzyła kostiumy do francuskiej inscenizacji Harnasi Karola Szymanowskiego w Operze Paryskiej, w 1936 roku. Odniosła tam wielki sukces, zdobywając I nagrodę konkursu Grand l’Opera i stypendium rządu francuskiego.  Lata 1941-59 spędziła w USA, współpracując m.in. z Metropolitan Opera. Popularność przyniosły jej malarstwo sakralne, freski, witraże, rzeźby, a przede wszystkim ilustracje do książek dla dzieci. Po powrocie do kraju w 1960 roku Lorentowicz kontynuowała twórczość malarską, a także współpracowała z wieloma teatrami muzycznymi i dramatycznymi w kraju. Wykładała w Liceum Techniki Teatralnej w Warszawie. Jej studentami byli Krzysztof Kieślowski, Józef Napiórkowski i Maciej Wojtyszko. Swoje życie opisała w autobiograficznej książce Oczarowania.

Plakat z przedstawienie „Harnasi” w Paryżu (polona.pl – postaramy się o lepszą jakość)

Irena Lorentowicz wielokrotnie odwiedzała Kazimierz Dolny: jako studentka „Prusza” i przyjaciółka artystów, którzy się tu osiedlili m.in. Marii i Jerzego Kuncewiczów. „Scenografka życia” – jak określiła ją pisarka, sprawiła, że Kuncewiczowie związali się z Kazimierzem na zawsze, kupując tu działkę i budując na niej dom.